…najpiękniejsze z wszystkich mórz!
Sporo do opowiadania i mnóstwo zdjęć, więc żeby nie przedłużać…
Wtorek
Znowu jedziemy szukać kesza. Tym razem koło Dąbków? Dębek? Dąbeczków? Szukanie wedle moich obserwacji polega na łażeniu po lesie i wystawianiu się na ukąszenia przyrody. :/ Za to po keszowaniu udajemy się na plażę i wreszcie aura pozwala na ganianie po piaseczku i moczenie stóp w wodzie! :D Mówię Wam, żadna piaskownica do pięt nie dorasta plaży! :]
Środa
Dzień Taty! Dzień Taty polega na tym, że Tata swobodnie realizuje swoje fanaberie (szukanie keszy), a nikomu (w tym i mi) nie wypada krytykować. W efekcie odbywamy wycieczkę dookoła Jeziora Żarnowieckiego, która to wycieczka byłaby nawet przyjemna, gdyby nie przymusowe poszukiwania w asyście komarów i wszelkiego robactwa. Rodzice wnoszą mnie na Górę Zamkową (fajna góra!), potem zwiedzamy nieukończoną elektrownię jądrową (mnóstwo fajnych muszelek na opuszczonym dworcu autobusowym!), a potem pada nowy rekord w kategorii “najdziwniejsze miejsce na karmienie”. :) Tata twardo szuka kesza, a Mama karmi mnie w trawie tuż obok gigantycznych rur Elektrowni Szczytowo-Pompowej nad Jeziorem Żarnowieckim. :) Niestety wcześniej Mama podpada – na widok tabliczki przy schodach obok rur odruchowo rozkazuje: “Majka – nie rób trzody!” Nosz doprawdy, jakbym znowu tak często robiła! :Z
Czwartek
Wreszcie pogoda! Tym razem żadnych keszy, tylko prosto na plażę. :] Dwie bite godziny hasania w piaseczku i w przybrzeżnej wodzie. :D W wyniku powszechnego wyluzowania nikt nie robi zdjęć. :) Po południu wpadamy do cioci Lusi i wujka Pawełka, na miejscu jest też babcia Krysia i mnóstwo wesołych cioć i wujków i aż trochę mi głupio, więc raczej się nie wychylam.
Piątek
Kolejna wycieczka po okolicy. Zwiedzamy klasztor w Żarnowcu (fajne echo w krużgankach!) oraz pałac i park w Krokowej. Znowu szukamy keszy – szukamy, bo i ja mam swoją rolę. :] Służę za “dystrakcję słodziachno-akustyczną”, to znaczy ślicznie wyglądam i hałasuję, wtedy wszyscy zwracają na mnie uwagę, a Tata lub Mama mogą w tym czasie niezauważeni podjąć kesza. :) Robię też za wdzięczny temat do zdjęć, co również pozwala Rodzicom robić dziwne rzeczy z keszami pod pozorem fotografowania, a ja mam potem mnóstwo bardzo dziwnych zdjęć. :] W nagrodę mogę sobie wybrać fant z kesza, co też często-gęsto czynię, a do tego mam pełną dyspensę na wszystkie mijane place zabaw. :) Potem Rodzice zwiedzają i keszowo eksplorują miejsce bitwy pod Świecinem i Diabelski Kamień – Rodzice, bo ja w tym czasie ucinam sobie drzemeczkę. :) Docieramy do Mechowa, słynącego z Mechowskich Grot. Groty fajnie wyglądają z zewnątrz, ale wewnątrz jest zimno i trochę straszno, więc trasę podziemną przechodzą tylko Rodzice. Potem jedziemy do Pucka na obiadek, a po obiadku idziemy na molo, gdzie oczywiście jest też kesz. :] Ponieważ jest trochę spacerowiczów, Rodzice używają mnie jako zasłony dymnej. Jeżeli kiedyś, gdzieś zauważycie jedno dziecko, któremu jeden bucik wiąże OBOJE rodziców, do tego ostentacyjnie komunikując całemu światu “OOO, BUCIK SIĘ ROZWIĄZAŁ?” – jest spora szansa, że nie wiążą bucika, tylko podejmują kesza. ;) Dzień kończymy u cioci Lusi i wujka Pawełka, gdzie wraz z Babcią Krysią szaleję po całym podwórku. :]
Jak widać, pracowicie mija mi wywczas. :]
26 cze 2010 Komentarze (4)
Mooorze, nasze mooorze
Jestem nad morzem. :) Fajnie nad tym morzem, faaajnie… :]
Niewiele kojarzę z samej podróży, bo jechaliśmy w nocy. Zaczynam podejrzewać, że Tata planuje tak specjalnie… :/
Jak już dojechaliśmy, to zamieszkaliśmy w Białogórze w takim fajnym domku, w pokoiku na piętrze. Bardzo przyjemny mamy pokoik! :)
I już pierwszego dnia byłam nad morzem! Strasznie fajne to morze i ciągnie mnie do niego, wielkie takie i mokre, tylko zimne przeraźliwie. I w ogóle wszędzie jest zimno, więc na taplanie się w wodzie i tarzanie w piachu przyjdzie jeszcze trochę zaczekać.
A w niedzielę byliśmy na wycieczce rowerkowej! Skłamałabym mówiąc, że było jakoś strasznie fajnie. :/ Tym razem fotelik był z tyłu za Tatą i powiem Wam jedno – beznadzieja. Nic nie widać, fotelik, rower i Tata żyli własnym życiem i całość miotała się strasznie w te i wewte, no tragedia po prostu. Dobrze, że nie jechaliśmy jakoś daleko, tylko do Wierzchocina zagłosować. Znaczy, Rodzice zagłosować, bo ja jeszcze nie mogę głosować, chociaż jak nudziło mi się w foteliku, to Tata mówił, że głosowałam strasznie. I weź zrozum tu dorosłych. :/
Byliśmy też na pierwszej wycieczce samochodowej po okolicy, niby zwiedzać, ale tak naprawdę szukać kesza. Nie wiem, o co chodzi z tym szukaniem keszy, więc z Mamą zwiedzałyśmy schrony dla czołgów, a Tata zniknął w zieleninie i szukał. Tata znalazł, a nas oblazły mrówki jak czołgi, pewnie to dla nich te schrony.
Sporo czasu spędzam też koło domu. Mam do dyspozycji plac zabaw, na którym mam już obczajone trzy zjeżdalnie, chuśtawkę i piaskownicę. Obok domku jest też bardzo fajna Kamienna Dróżka, z której wyjmuję kamyki i unoszę w siną dal i Tata mówi, że niebawem rozmontuję całą drogę i mi ją potrącą z kieszonkowego. Przesadza, trochę drogi jeszcze zostało.
Pozostaje doczekać do nadejścia lata, wtedy mam nadzieję poszaleć trochę na plaży. :)
21 cze 2010 Komentarze (1)
Trening przedwakacyjny – cd.
Tym razem trenuję pisanie na bloga z telefonu Taty. :)
Grozi nam bowiem całkowity brak internetu nad tym morzem! W związku z powyższym Mama zapisuje na klaptopie moje ulubione filmy ze zwierzakami, a ja z Tatą sprawdzam, czy damy radę coś napisać z podróży.
I jeszcze testowe zdjęcie…
16 cze 2010 Komentarze (3)
Trening przedwakacyjny!
Dotarły mię słuchi, iż wybięramy się nad morzę. :) Nie bardzo kojarzę, co to jest ono “morze”, ale wiem, że woda, więc postanowiłam trochę doświadczenia z wodą nabrać.
Na początek trenowałam w misce na balkonie:
Ooo, fajna taka miska na balkonie, powiadam Wam. :)
Potem na grillu u wujków Sokołów testowałam basenik:
Basenik to już konkretny akwen, więc podeszłam doń trochę nieufnie…
…ale okazało się, że przyjemność ta sama, co w misce, a możliwości większe. :]
Mam cichą nadzieję, że z morzem będzie podobnie.
A z dziwnych rzeczy, Tata po napompowaniu basenika zaczął szukać w internecie nabojów do tratw ratunkowych. Jakbyście mieli na zbyciu to dajcie znać.
Byliśmy też w rozmaitych sklepach, żeby nabyć wyposażenie nadmorskie. Tata cierpliwie podawał mi kolejne okulary, a ja przymierzałam i na koniec wybrałam sobie takie. Tata jęczał, ale mój wybór uszanował. :)
Podczas szwendania się po sklepie sportowym znaleźliśmy z Tatą nosiłki! Bardzo nam się spodobały, ale one są bardziej w góry, a w góry póki co się nie wybieramy. Może na jesieni gdzieś wyskoczymy?
Ja jestem zdania, że zawsze można nabyć nosiłki, żeby mieć pretekst, żeby wyskoczyć w góry, ale Rodzice mówią, że to tak nie działa (zapewne mają doświadczenie w tej materii). :)
Jak widać, przygotowania idą pełną parą! :] Kto wie, może następny wpis napiszę już znad morza? :D
13 cze 2010 Komentarze (1)
Tydzień niespodzianek
W tym tygodniu całkiem sporo się wydarzyło. Po pierwsze – Wujek Mus znalazł sobie podwykonawcę i na początku tygodnia pomagała się mną zajmować nowa Ciocia. Ciocia była bardzo fajna, spacerowała razem z nami i nawet zmieniała mi pieluszkę! Poczułam dziwną więź, coś jakby solidarność jajków? – w każdym razie na wszelki wypadek byłam grzeczna i w rękach Cioci nie płakałam na przewijaku. Ani nigdzie. Z Wujkiem i Ciocią przez trzy dni zwiedziliśmy Las Kabacki, Pole Mokotowskie (jedno, już wiem!) i Wilanów.
We wtorek dzień był wyjątkowo ciekawy. Rano Mama pojechała się skosić. Zabrała Tacie brum brum i musiał jechać do pracy rowerem. A Mama od fryzjera wróciła prawie taka sama, chociaż ona twierdzi, że wcale nie. Potem zadzwoniła Babcia Zosia i umówiła się z nami w prawdziwej restauracji. Mama z wrażenia ubrała nas obie w sukienki i takie śliczne i eleganckie pojechałyśmy samochodem do Babci Zosi. Tym razem nie było tak, jak na placu zabaw, kiedy wszyscy na mój widok mówili: “jaki fajny chłopczyk!”. Proszę Państwa, oto moja prawdziwie dziewczyńska wersja :)
Poza tym okazało się, że Tata zapomniał pójść we wtorek na imprezę, a Mama w środę. Gdyby mi powiedzieli, to bym im przypomniała, a tak… Przynajmniej oboje. Uczę się, jak powinno wyglądać zgodne małżeństwo :)
Poza tym dotarła do nas powódź. Mieszkamy na 10. piętrze, ale też nas zalało. Polegało to na tym, że Mama nalała zimnej wody do zlewu, żeby ostudzić gorący kompot z truskawek. Truskawki chyba mnie uczulają, więc za karę Mamie woda ze zlewu wylała się na podłogę w kuchni. Szafka ze śmieciami zadziałała jak każdy nieszczelny wał przeciwpowodziowy, czyli nic nie pomogła, za to sama się nieco zrujnowała. Teraz Rodzice myślą o wymianie, najlepiej od razu całej kuchni :)
A za tydzień jedziemy na wakacje!!! :)
11 cze 2010 Komentarze (3)
Ogród Botaniczny
Umieszczanie zdjęć w Raportach ma tą zasadniczą wadę, że przez cały miesiąc kisi się fajne zdjęcia, żeby zostało coś do umieszczenia w Raporcie. Do tego doszła smutna konstatacja, że, niestety, starość nie radość, nie rośnie się już tak szybko, żeby co miesiąc było czym się chwalić. Stąd też podjęłam decyzję – nie będzie już comiesięcznych Raportów. Będą za to zwykłe wpisy, miejmy nadzieję – częściej. Oczywiście, jeśli będzie coś ciekawego do zaraportowania, to się pochwalę, ale zważywszy, że już chodzę i mówię, to nie bardzo mam pomysł, co by to miało być. Matura?
Dlatego też teraz zacznę nadrabiać zaległości z ostatnich tygodni, a na pierwszy ogień idzie Ogród Botaniczny! :)
Już podczas samej podróży do ogrodu było fajnie, bo szliśmy sobie przez las i mogłam się bawić gołą stopą! :] Właściwie to prawie zawsze mogę się bawić, bo często mam gołą stopę, ale na świeżym powietrzu właściwie wcale, więc i tak było fajnie. :) Szliśmy sobie przez ten las z ciocią Ewą i wujkiem Adasiem. A jak wyszliśmy z lasu, to niechcąco zgubiłam mojego szarego kota zabawkowego, i wujek Adaś z Tatą poszli go szukać (i nawet znaleźli!), a ja w tym czasie mogłam sobie pohasać gołą stopą po ziemi! :)
W Ogrodzie Botanicznym spotkaliśmy ciocię Harukę z wujkiem Isu i Pierwszą Mają, i Jerzym, i Adasiem! Sam ogród może i ładny, ale niestety nie wolno zrywać i miętosić kwiatków, więc odczuwałam pewien niedosyt. (Tata mówi, że z ogrodu zoologicznego również nie wolno wynosić zwierząt, czym chyba chce zasugerować, że w ogrodach tkwi pewna konsekwencja.) Tak czy inaczej, poniżej szybki rododendron dla spragnionych roślinności, bo więcej o roślinach już raczej nie będzie! :)
W trakcie zwiedzania złapał nas lekki deszczyk, więc udaliśmy się do pobliskiej knajpki na przeczekanie. Bardzo fajnie było przeczekiwać! :) Hasałam sobie pod dachem i bawił się ze mną Adaś – nie-wujek! :)
Jak już przestało padać, udaliśmy się w pobliskie góry. :] Tata mówi, że to właściwie była tylko taka makieta, i to góry gór, ale jak dla mnie były całkiem fajne. Zwłaszcza, że nie musiałam po nich łazić, tylko oglądałam sobie wszystko z góry. :] Bo przecież o to w górach chodzi, prawda?
Po górach dostałam od Adasia Niewujka kamyk, który może, choć nie musi być kalcytem! :) To pierwszy kamyk, jaki od kogokolwiek dostałam, więc przytargałam go do domu i leży teraz na specjalnej półeczce. :]
Potem poszliśmy do takiej wieeelkiej szklarni, gdzie było jeszcze więcej roślin, ale nadal nie można było ich miętosić. Była też tam ławka z kotami! :) Niestety, kotów dotykać również nie było wolno, o czym informowała stosowna tabliczka. :( Z nudów poszłam spać.
Na szczęście obudziłam się, zanim dotarliśmy do domu, więc mogłam jeszcze trochę pohasać w czasie drogi powrotnej. :]
Bardzo dziękuję wszystkim za świetną zabawę, wujkom Adasiom za cierpliwe turlanie mojego wózka, wujostwu Haructwu za przemiłe towarzystwo, a w szczególności Adasiowi Niewujkowi za wspólną zabawę i kamyk. :] Mam cichą nadzieję na powtórkę! (Niekoniecznie w Ogrodzie Botanicznym!)
7 cze 2010 Komentarze (1)
Raport #15
Umieszczanie zdjęć między Raportami ma tę zasadniczą wadę, że nie ma już zdjęć do umieszczenia w Raporcie. :( W tym miesiącu Raport bez zdjęć.
Co więcej, wszystkie fajne wydarzenia również opisałam w międzyczasie, więc pozostaje mi chyba tylko stwierdzić, że byłam raczej zdrowa, i spuścić zasłonę milczenia nad ewentualnym Raportem. :(
Na szczęście Mama (jak zwykle!) uratowała sytuację i szybciutko nakręciła film dokumentujący moje osiągnięcia zoologiczno-werbalne. :) (Poza konikiem niczego nowego się nie nauczyłam…) Zapraszam zatem na krótką podróż przez świat zwierzęcych głosów. :)
21 maj 2010 Komentarze (0)
Zdjęcia tygodnia – wiosenna pogoda
Przedwczoraj na spacerze dowiedziałam się, na czym polega załamanie pogody. Wiąże się ono z zamianą barwy błękitnej na czarną. A dokładniej załamanie pogody polega na tym, że wychodząc na spacer wygląda się tak:
…a wracając wygląda się tak (o ile Niań będzie w ogóle mieć pod ręką cokolwiek do ubrania):
14 maj 2010 Komentarze (1)
Atak kobiecości!
W ostatni weekend sporo się działo. W naszym domu zarządziły Kobiety. Znaczy się my: ja, Mama i Babcia Krysia, wezwana na pomoc, ponieważ Tata porzucił nas dla jakiejś Radziejowej. Ponadto przyszła Wiosna i mogłam bawić się na Łące. A Ciocia Ania zaprosiła nas na imprezę w niedzielę. A na imprezę Mama ubrała mnie, bodajże po raz pierwszy w życiu, w Różową Sukienkę.
Gwoli uczciwości przyznam, że w większości tych aktywności dzielnie towarzyszył nam Wujek Mus. A w domu czuwał Myniek. A impreza była na cześć Wujka Bartka. A u Cioci Ani mieszka Mieszko. Ale i tak było baaardzo dziewczęco. Różowy fotoreportaż poniżej.
12 maj 2010 Komentarze (2)
Zdjęcia tygodnia – Motoryzacyjnie
Ostatnią sobotę i niedzielę spędziłam hasając po posiadłości wujka Samuela. :) Fajnie było pohasać, ale ja nie o tym. Jak zahasałam w pobliże samochodów, to Tata pomógł mi usiąść w środku i pokazał, jak się trąbi! Ooo, fajne jest trąbienie, fajne! :D Najpierw trąbiłam corsą wujka Puszkina, a potem naszą osobistyczną Madzią. :] A potem jeszcze hasałam w bagażniku! I o tym właśnie są zdjęcia. :]
4 maj 2010 Komentarze (3)





















































































![...ale jednak co Madzia, to Madzia. :]](http://b4.net.pl/maja/wp-content/uploads/2010/05/DSC00026-150x150.jpg)
