Raport #12
Tyle fajnych rzeczy w tym Raporcie, że już nie wiem, o czym mam pisać! :) I zdrowa byłam nawet, przynajmniej w ostatecznym rozrachunku. :]
W ramach nadrabiania zaległości urodzinkowych odwiedził mnie Dziadek Krzysio z Ciocią Helenką! :)
Jak zapewne już czytaliście, byłam na imprezie dzidziowej! O jakże fajnie było tam! :)
Mało tego! Byłam też z wizytą u przyszywanej rodziny Taty! W Zaborowie! Było bardzo miło, poznałam Tusię, Ciocię Asię, Ciocię Romę i wujka Jacka. I bawiłam się takim drewnianym zegarem czadowym! :) Z Tusią! :) I z Ciocią Asią i z Mamą! Tyle wrażeń, powiadam Wam! :]
Mój Wuj-Niań Mus pomału wspina się na wyżyny pomysłowości zabawowej. :]
Kiedy nikt nie widzi, czytam sobie Przekrój. :) Mam wrażenie, że z poprzednim wydawcą był lepszy, ale teraz też czyta się fajnie.
Opanowałam trudną, i jakże w życiu potrzebną sztukę wkładania kółek na ryżafę.
Dostałam prawdziwą szczoteczkę do ząbów! :) Teraz już myję ząby jak duży dzidź! :]
Mało tego! Wyrosłam z wanienki! :D W dużej wannie mogę prawdziwie rozwinąć skrzydła, a właściwie chyba płetwy! :) Ale najpierw – obowiązkowy test temperatury wody, bo łokciowi Taty ufać nie można…
A potem – szaleństwo wannowe! :)
Przy okazji nauczyłam się też pić z kubeczka. :) Co prawda Rodzice nie podzielają mojej radości, twierdząc, że woda z wanny z emolientem (cokolwiek by to nie było) średnio nadaje się do picia, ale liczy się kolejna zdobyta umiejętność! :]
Po kąpieli lubię urządzać tzw. sceny, ale nie wtedy, kiedy widzę aparat. :]
Moja Mama też się rozwija jak szalona! :) Udziergała mi na szydełku takiego oto pięknego królika. :) Z uwagi na lekko krwiożercze spojrzenie, Tata określił go jako królika-mordercę i nazwał Dexter. Jak dla mnie – może być. :) Ale zdolną mam Mamę niezwykle, nie? :D
A naj sam koniec – gwóźdź programu. :]
Ha. :] Nosz wreszcie. Drżyjcie, narody – nadchodzę. :]












Komentarze (8)
Biedna Majka… przeganiaja ja tylko po pokoju….. ;(
Gratulacje Majeczko z okazji pierwszych samodzielnych kroczków!! BRAWO :D
A najbardziej podoba mi się mycie ząbków – jakaż Ty spokojna i chętna jesteś! Napatrzeć się nie mogę – podeślę chyba Olę do Ciebie, co by się nauczyła współpracować z szczoteczką ;)
Całusy
Brawo Maja! To może teraz jakieś buciki kupimy?
:] ciekawe, czy jak nie ma aparatu też taka spokojna przy myciu zębów? ;)
Maja lubi mycie zębów. Główną atrakcją jest obgryzanie szczoteczki, ale samo szczotkowanie też nie budzi odrazy. Chyba zaczęliśmy w dobrym momencie – pierwsze mycie było na etapie początku ząbkowania i skojarzyło jej się, że dobrze jej robi na swędzące dziąsełka :)
Majeczko życzymy Ci wiele sukcesów w zdobywaniu perfekcyjnych umiejętności związanych z umiejętnością chodzenia. Z tym chodzeniem to jest tak że zaliczasz wzloty i upadki.
Na upadki i z tym związane obrażenia czyli guzy na biednej głowie mam sprawdzoną metodę którą przetestowałam na Twojej ciotce Ance – na nabite guzy najlepsza jest PASTA DO ZĘBÓW (trzeba nią zamalować obolałe miejsce ) nie pozwól sobie przykładać jakiegoś noża bo niby zimny metal i pomoże.
Całuski od całej RODZINY
PRABABCI JADZI, ciotek Elki i Anki :))))))))))))))
Dziękujemy za patent z pastą. :)
Tak na dobry ład, to mielibyśmy niejaki kłopot z przykładaniem noża – nasz dyżurny nóż ma ceramiczne ostrze i w dotyku jest ciepły… :D Kolejny domowy patent, który padł ofiarą nowoczesnej techniki. :]
No to coś z lodówki przykładać można, kostkę żółtego sera na ten przydład :D
Zostaw komentarz