Luty 2010- archiwa
Wypuścili mnie z klatki… a właściwie z pasów!
Konkretnie chodzi o pięciopunktowe pasy w wózku dziecięcym, a jeszcze konkretniej w moim. Dzięki temu w zeszłym tygodniu moje życie osiągnęło zupełnie nową jakość. Okazuje się, że całe to spacerowanie nie musi się ograniczać li tylko do obserwacji liści i kaczek oraz do spania jak zabita. Moi dzielni Rodzice po raz pierwszy odważyli się odwinąć mnie z milionów kocyków, wyplątać z setek szelek i… cóż, od przebywania luzem na świeżym powietrzu się nie umiera. Co potwierdzam niniejszym pisząc ten wpis post factum.
Dzięki tej niezwykle odważnej akcji Rodziców dowiedziałam się, że na świecie istnieją place zabaw. A na placach zabaw istnieją huśtawki. Prawie takie jak w domu.
Co więcej, na placach zabaw są również inne huśtawki. Zupełnie nie takie jak w domu.
Mam tylko niejasne wrażenie, że na tej drugiej huśtawce czegoś, a właściwie kogoś mi brakowało. Ale skoro już wiem, do czego służy plac zabaw, to mam całe życie na poszukiwania. Drżyjcie narody :] Nie dam się już więcej bezwolnie pchać pogrążonym w lekturze Rodzicom!… no, chyba że akurat będę miała ochotę na drzemkę…
28 lut 2010 Komentarze (1)
…nie mam rączek jedenastu. :/
Nosz normalnie ledwie człowiek na nogi stanie, a już go do roboty gonią. :/ W sumie to trochę sama się gonię, ale jak tu się nie gonić. Przyjdę do łazienki (ha, mogę już przyjść! :] ), zobaczę, jak Mama pranie sortuje, co skarpeta to decyzja, to przecież siądę, pomogę, co się będzie biedna męczyć.
Pójdzie potem człowiek do graciowni (pójdzie, bo wreszcie może! :D ), zobaczy, w jakim tempie Tata wiesza to pranie, to przecież weźmie i pomoże, bo inaczej Tatę świt na tym wieszaniu zastanie. I tak chodzi człowiek i pomaga, bo co robić. :/
21 lut 2010 Komentarze (3)
Raport #12
Tyle fajnych rzeczy w tym Raporcie, że już nie wiem, o czym mam pisać! :) I zdrowa byłam nawet, przynajmniej w ostatecznym rozrachunku. :]
W ramach nadrabiania zaległości urodzinkowych odwiedził mnie Dziadek Krzysio z Ciocią Helenką! :)
Jak zapewne już czytaliście, byłam na imprezie dzidziowej! O jakże fajnie było tam! :)
Mało tego! Byłam też z wizytą u przyszywanej rodziny Taty! W Zaborowie! Było bardzo miło, poznałam Tusię, Ciocię Asię, Ciocię Romę i wujka Jacka. I bawiłam się takim drewnianym zegarem czadowym! :) Z Tusią! :) I z Ciocią Asią i z Mamą! Tyle wrażeń, powiadam Wam! :]
Mój Wuj-Niań Mus pomału wspina się na wyżyny pomysłowości zabawowej. :]
Kiedy nikt nie widzi, czytam sobie Przekrój. :) Mam wrażenie, że z poprzednim wydawcą był lepszy, ale teraz też czyta się fajnie.
Opanowałam trudną, i jakże w życiu potrzebną sztukę wkładania kółek na ryżafę.
Dostałam prawdziwą szczoteczkę do ząbów! :) Teraz już myję ząby jak duży dzidź! :]
Mało tego! Wyrosłam z wanienki! :D W dużej wannie mogę prawdziwie rozwinąć skrzydła, a właściwie chyba płetwy! :) Ale najpierw – obowiązkowy test temperatury wody, bo łokciowi Taty ufać nie można…
A potem – szaleństwo wannowe! :)
Przy okazji nauczyłam się też pić z kubeczka. :) Co prawda Rodzice nie podzielają mojej radości, twierdząc, że woda z wanny z emolientem (cokolwiek by to nie było) średnio nadaje się do picia, ale liczy się kolejna zdobyta umiejętność! :]
Po kąpieli lubię urządzać tzw. sceny, ale nie wtedy, kiedy widzę aparat. :]
Moja Mama też się rozwija jak szalona! :) Udziergała mi na szydełku takiego oto pięknego królika. :) Z uwagi na lekko krwiożercze spojrzenie, Tata określił go jako królika-mordercę i nazwał Dexter. Jak dla mnie – może być. :) Ale zdolną mam Mamę niezwykle, nie? :D
A naj sam koniec – gwóźdź programu. :] [Czytaj dalej →]
16 lut 2010 Komentarze (8)
Zdjęcie tygodnia
Skończyłam już roczek, a dzieci w moim wieku “przechodzą na dietę rodzinnego stołu”. Moi rodzice najczęściej jedzą kanapki, więc od tego zaczynam. A że w moim wykonaniu jest to bardziej “dieta rodzinnej podłogi”… no co, dopiero się uczę. Mam jeszcze 11 miesięcy na dojście do stołu! :)
8 lut 2010 Komentarze (1)
Majkowy Tydzień Filmowy: Fikuś
Mamy w domu jedynego kwiatka, zwanego Fikusiem. Tata programowo nienawidzi wszelkich kwiatków doniczkowych, a dla Fikusia po prostu nie czyni wyjątku. :) Mama bardzo kocha Fikusia, bo to jej pierwszy kwiatek, i póki co – jedyny wciąż żyjący. :) Czy to szorstka miłość Mamy, czy może aura roztaczana przez Tatę, czy może tajemnicze działania kotów – coś dość mocno nie służy Fikusiowi, bo ma on już obecnie trzy liście na krzyż i wygląda cokolwiek uschnięto. Ale Mama nie pozwala ogłosić zejścia Fikusia i co jakiś czas przeprowadza Akcję: Fikuś, która ma onemu życie przywrócić.
Oto film z takiej akcji. [Czytaj dalej →]
1 lut 2010 Komentarze (3)















