Czerwiec 2009- archiwa
Raport #4
Przepraszam za małą obsuwę z Raportem, ale to nie moja wina. :] Rodzice zawalili, co zrobić. ;)
Ten miesiąc (z haczykiem :) upłynął mi pod znakiem podróży. Właściwie to upłynął mi pod kilkoma znakami, ale jednym z nich był znak podróży. :]
Podróż do Parku Sowińskiego na imprezę Wyprawa Mama właściwie nie zasługiwałaby na wzmiankę, gdyby nie warunki na miejscu. Rodzice moi postanowili pojechać mimo wszelkich znaków na ziemi, niebie i w internecie, dzięki czemu zaliczyłam moją pierwszą burzę. :) Nawet fajnie było, bo Mućka (mój wózek) ma taką fachową folijkę przeciwdeszczową, więc bez ryzyka zamoczenia mogłam cieszyć oczy i uszy tym gwałtownym zjawiskiem atmosferycznym. Zaobserwowałam też sprawiedliwość dziejową w działaniu – rodzice nie mieli folijek. ;)
Zostałam również wywieziona w dzicz! A konkretnie, na pole namiotowe w Olsztynie pod Częstochową. Odbywał się tam III Ogólnopolski Zlot Geocachowy. (O geocachingu pisze mój Tata na osobnym blogu.)
Było bardzo fajnie, bo większość czasu spędziłam na powietrzu (zwłaszcza, że prawie nie padało ;).
Na próbę Mama zapakowała mnie w pożyczoną chustę – bardzo mi się podobało!
Ponieważ Rodziców mam jednak sofciarzy ;) , mieszkaliśmy w domku. Ale spotkanie pokazało, że można bez problemu mieszkać z dzidziem w moim wieku w namiocie! O karmieniu i przewijaniu w plenerze nie wspominając. Tak więc ostatnie ich wymówki padają jak muchy. :]
Po powrocie Mama kupiła sobie taką chustę, więc teraz będę mogła również ruszać w cięższy teren. :]
Z fajnych miejsc, to byłam też na spacerze z Babcią Zosią i Rodzicami w Parku Skaryszewskim. Bardz0 mi się podobało, bo było dużo liści do oglądania.
A, bo chyba nie wspominałam – bardzo lubię oglądać liście. Na spacerach prawie już nie przysypiam, tylko patrzę sobie na liście. Im więcej liści i im one bliżej – tym lepiej. Może zostanę jakimś liściologiem? :)
Jak już pisałam w poprzednim Raporcie, zaczęłam się rehabilitatować. Na początku mi się nie podobało, ale teraz już dobrze się przy tym bawię.
Bawię się tym lepiej, że okazało się, że dzięki rehabilitatacji szybciej się uczę nowych rzeczy! Umiem już sprawnie obracać się z pleców na brzuch i z powrotem, obracać się wokół własnej osi, ostatnio rozpoczęłam eksperymenty z pełzaniem. :]
Odkryłam również swoje stópki! Fajne mam stópki. :] Można je łapać, ściągać z nich skarpetki i śpiochy, a ostatnio nawet udaje mi się je obślinić! No i zabawkami można się fajniej bawić, mając cztery kończyny do dyspozycji. :]
Wiadomość z ostatniej chwili – kij tam z pełzaniem, chyba od razu stanę na czworakach! :D
Z innych rzeczy – bardzo polubiłam czytanie. Mam już dwie książeczki, które konsumuję wszystkimi niemal zmysłami. :] Moi Rodzice w kółko coś czytają, również wtedy, kiedy (teoretycznie) mają zajmować się mną. :> Odkryłam, że te ich czytadła też bardzo fajnie się miętosi, tylko trzeba zaczekać na odpowiedni moment. :]
Strasznie lubię kąpiółki! Poza zabawą w chlapanie niosą one również element ryzyka, bo Tata, jak twierdzi, “stracił czucie w łokciu”, przez co temperatura wody codziennie stanowi niewiadomą. :> Testujemy również nowe metody pławienia się:
Ponieważ miewam jeszcze nawroty Zespołu Wieczornego Wnerwienia Niemowląt, Rodzice wymyślają rozmaite metody łagodzenia tej dolegliwości. :) Mama pięknie mi śpiewa, a Tata, że śpiewać nie lubi i (jak twierdzi) nie umi, gra mi na różnych instrumentach.
Ostatnio kupił sobie… ukulele. Strasznie lubię słuchać, jak się moi Rodzice produkują, ale akurat względem ukulele mam mieszane uczucia. :) Znaczy, brzmi to nawet fajnie, ale wygląda przekomicznie. :D Za to za parę lat będzie dla mnie jak znalazł na pierwszą gitarę. ;)
Następny Raport w okolicach 15 lipca! :)
18 cze 2009 Komentarze (7)
Dzień mnie! :)
Wszystkiego najlepszego z okazji naszego dnia życzę wszystkim Dzieciom! :)
W ramach prezentu – film mrożący krew w żyłach! W tym filmie jest dużo “rrrrrrrr”, dużo piszczenia, i jest też jeden męczony dzidź! Oglądacie na własną odpowiedzialność!
2 cze 2009 Komentarze (4)












