Losowy obrazek... odśwież, a zobaczysz inny!

Luty 2009- archiwa

Gra w brązowe :)

“Gra w brązowe, zwykła gra, raz ty wygrasz, a raz ja”, że tak pozwolę sobie sprofanować twórczość Jurka Porębskiego.  Gra wzięła się stąd, że uznałam, że przewijanie jako takie jest nudne. Ot, machają mną w tę i wewtę, zadzierają odzienie, zdejmują pieluchę, myją za zimną albo za ciepłą wodą, nabłyszczają tyłek jakimś kremem, po czym wojują chwilę z nową pieluchą i pakują z powrotem w ciuchy. Nuuda. :] A wystarczy przecież dreszczyk emocji, żeby tą rutynową czynność przemienić w atrakcję. Dlatego też postanowiłam trochę przewijanie “podrasować”, i staram się coś w trakcie ustrzelić. :] Zabawa jest bardzo fajna i się nie nuży, bo rodzice szybko się uczą. :) Oczywiście, zapaskudzić pieluchę podczas przewijania to żaden wyczyn, dlatego też wprowadziłam urozmaicenie w postaci kolejnych wyzwań i wartości punktowych. I tak:

  • za każdego kolejnego nowego pampersa poza tym pierwszym, w trakcie jednego przewijania – 3 punkty,
  • za “wyjście” poza pampersa na pieluchę tetrową – 5 punktów,
  • za ubabranie ubranka, za każdą sztukę – 5 punktów,
  • za trafienie rodzica – 10 punktów,
  • za przekroczenie odległości jednego metra (jeśli rodzic zrobił unik) – 15 punktów,
  • za ubrudzenie ostatniej czystej rzeczy, reszta podobnych jest w praniu – 20 punktów,
  • bramki na wyjeździe liczą się podwójnie, więc za każdy taki wyczyn np. u lekarza – punkty razy dwa. :)

Można przyznawać dodatkowe punkty za styl. :) Jak do tej pory oscyluję wokół 50 punktów (3 pampersy, tetra, rodzic, ostatni uprany ręcznik – to podczas kąpiółki, albo 2 pampersy, tetra i mama, a to wszystko u lekarza :), ale nie powiedziałam jeszcze ostatniego słowa. :]

Cel w polu rażenia...

Cel w polu rażenia...

24 lut 2009   Komentarze (12)

Tata psuje serwer :)

Mój Tata wyłącza mi serwer na sobotę! Teoria mówi, że w niedzielę wszystko wróci do normy. Do przeczytania w niedzielę! (Oby.) :>

20 lut 2009   Komentarze (1)

Babciowo

Dziś będzie o babciach. :) Bardzo fajne mam babcie, chociaż różne. :] Dziś będzie o babciach z tego powodu, że akurat w tym tygodniu spotkałam się z nimi obydwiema i uważam, że trzeba to jakoś uhonorować. W końcu babciom też się coś od życia należy. :]

Z Babcią Krysią

Z Babcią Krysią

Najpierw będzie o Babci Krysi, bo ma dalej. :) Babcia Krysia mieszka w Zielonej Górze, więc żeby mieć jeszcze dalej, a ciągle w Polsce, to zostałby chyba tylko Szczecin. Mimo to Babci Krysi już dwa razy udało się do mnie przyjechać, co oznacza, że jest babcią niezwykle ambitną i mobilną. :) Babcia Krysia nie boi się mnie aż tak bardzo, bierze mnie na ręce i macha mną całkiem sprawnie. Strasznie też lubi ze mną rozmawiać, oczywiście upodobanie to jest odwzajemnione. :) Aż Mama zaczęła Tacie kołki na głowie ciosać, że Babcia ze mną tak pięknie rozmawia, a on nic a nic. ;) Słowa słowami, ale na cześć Babci nawet odwróciłam po raz pierwszy głowę na prawą stronę – po przejściach z obojczykiem i Dziurą W Głowie™ wolałam jednak obracać głowę na lewo i żadne prośby ni groźby nie potrafiły sprawić, bym sama ją obracała w prawo. A Babcia Krysia potrafiła. :] (Rodzice nadal nie potrafią. :D )

Z Babcią Zosią

Z Babcią Zosią

Babcia Zosia mieszka blisko licząc lotem wrony, ale też daleko, jeśli się weźmie pod uwagę warszawskie korki. :) Babcia Zosia boi się mnie dość mocno, ale robi postępy. :] Boi się, bo jestem niby mała (już miesiąc mam!), i że krzywdę mi zrobi albo czym zarazi (jak mnie do tej pory po szpitalach nie zarazili…). Bać się nie ma czego! :] Babcia tak się początkowo przejęła, że podczas pierwszego spotkania wystąpiła w masce chirurgicznej – ale fakt, wcześniej trochę kichała i prychała, więc może i dobrze. Babcia bardzo boi się też o moje zdrowie – ostatnio nawet kazała Tacie kupić wreszcie lampę do pokoju, bo światło żarówki miało wypalać mi oczy. :) Uspokajam Babcię – nic mi nie wypaliło. :] Ale też słusznie Babcia nalegała, bo przynajmniej Tata się w końcu zebrał i lampę kupił (po pół roku od przeprowadzki…). Okres lęków Babcia Zosia chyba ma już na szczęście za sobą, bo podczas ostatniej wizyty spałam sobie u niej na kolanach i bardzo mi się podobało. :) (Rodzicom też się podobało, bo spałam… :] ).

Z Rodzicami podczas blogowania

Z Rodzicami podczas blogowania

A już nie-babciowo, kilka słów o tym, co u mnie. Mam już miesiąc! :) Co oznacza, że nie jestem już noworodkiem, teraz już jestem niemowlęciem (albo starorodkiem, jak mawiają Rodzice :). Ale przyznam, że specjalnej różnicy nie czuję. Umiem już wić się całym ciałem w różnych kierunkach, machać głową w prawo i w lewo, podnosić głowę, jak leżę na brzuchu, machać łapami bardzo. Ładnie śpię w nocy, za to w dzień staram się dostarczyć Rodzicom możliwie dużo rozrywki. :] Nie chcę Was zanudzać pisząc na blogu o tym, ile ważę i jak dokładnie rosnę (bo jednak na bloga to trochę za wolno ;), dlatego postanowiłam poopisywać trochę moich bliskich i to, co mnie otacza. Stąd ostatnie wpisy. Mam nadzieję, że Czytelnicy zakochani we mnie jakoś te odejścia od tematu przełkną. ;)

15 lut 2009   Komentarze (5)

Rodzice

“Nienormalnych rodziiiicóóów maaaaaaam, przyjaciółmi moiiiiimiii sąąąąąą…” , że pozwolę sobie sparafrazować znany przebój. :) Nie, że źli jacyś. Kochani są. Tylko trochę nienormalni. :) Dziś będzie o nich.

Cała rodzina i wszyscy przyjaciele moich rodziców byli mniej lub bardziej zaangażowani w wybór imienia dla mnie. Rodzice moi dość precyzyjnie potrafili określić, jakie imiona im się nie podobają. ;) Z określeniem takich, które się podobają, był już poważny problem. W pewnym momencie mój Tata zaproponował imię Eleonora. Ponieważ było blisko rozważanej wcześniej Elżbiety, zdrabniało się równie fajnie, przez chwilę była spora szansa, że tak właśnie będę miała na imię. Myliłby się jednak ten, kto by sądził, że imię to Tata wymyślił od św. Eleonory (pochodziła z Nothumbrii, zmarła w klasztorze w Tadcaster ok. 657 roku), albo w ogóle z jakiegoś normalnego źródła. Otóż, Tata mój chciał mnie tak nazwać na cześć Eleanor, czyli… Forda Mustanga Shelby GT500 z 1967 r., który takie imię nosił w filmie Gone In 60 Seconds. :D Kto normalny nazywa dziecko na cześć samochodu?! :)

Eleanor

Eleanor

Z kolei moja Mama, kiedy chce mnie uspokoić, śpiewa dla mnie piosenkę Still Alive. :) Jakby już sam tytuł to było mało, piosenka pochodzi z… gry komputerowej! Gra ma tytuł Portal, zebrała mnóstwo nagród, pomijając już fakt, na czym polega – owa piosenka to zakończenie gry, śpiewana jest zaś przez… oszalałą Sztuczną Inteligencję! :D Kto normalny śpiewa takie rzeczy dziecku? :) Kiedyś pogonię Tatę, żeby zrobił jakieś zgrabne tłumaczenie tej piosenki, póki co zaprezentuję ją w oryginale. To jest wersja z gry:

A to wersja fanowska, pobieżnie pokazująca, o co w piosence chodzi. :) (Po załadowaniu trzeba kliknąć na BEGIN.)

Pomijam już fakt, że taki Tata to w ramach kołysanek śpiewa mi… szanty. :) Ale Stanowi Hugillowi też śpiewano szanty w ramach kołysanek, więc tu przynajmniej wzorce ma słuszne. :)

Przyszłość też nie zapowiada się zbyt różowo. Moi rodzice nie posiadają… telewizora! I nie chcą mieć, zapierają się rękami i nogami! Jak ja będę bajki oglądać, jak w przedszkolu zaszpanuję? :) Jak to tak, rodzinne wieczory bez gapienia się w szklane pudło? Chyba w młodym wieku przyjdzie mi nauczyć się czytać (o tak, czytaci to moi rodzice są)… Kocham ich, ale jak tu żyć z takimi? :)

PS. A jeszcze śpieszę donieść, że mój Tata, co tak strasznie psioczył na blogi, zaczął prowadzić swojego bloga. :> Obłudnik mały. :]

8 lut 2009   Komentarze (8)

Pierwszy spacerek

Dzisiaj Rodzice postanowili trochę mnie przewietrzyć. Głównie dlatego, że nie chcą, żebym skończyła jak nasze koty – koty kojarzą wychodzenie z domu wyłącznie z wizytą u weterynarza i na każdą próbę wyniesienia ich za próg domu reagują paniką. Mnie z kolei do tej pory wozili tylko do lekarzy… :) Żebym nie złapała złych skojarzeń, zapakowali mnie do mojego wózka i zabrali na krótką przechadzkę po okolicy.

Było bardzo przyjemnie, jak twierdzą, bo ja akurat przysnęłam. :) Pierwszy spacerek nie powinien trwać dłużej niż 15 minut, więc wiele nie straciłam – przeszliśmy się tylko po najbliższej okolicy.

A, trzeba też wspomnieć, że była to inauguracja wózka! Wózek jeździ bardzo fajnie, nawet specjalnie mną nie trzęsie, za to jak wygląda! Błyszcząca tapicerka (to pewnie nie na długo :), rączka pokryta skórą, terenowe oponki, alufelgi… :) Dziękuję Prababci Zdzisi, bo to ona sfinansowała zakup!

1 lut 2009   Komentarze (12)