Archiwum kategorii ‘do zrobienia przed śmiercią’

Radziejowa

środa, Maj 12th, 2010

Pierwszy szczyt z listy najwybitniejszych szczytów Polski zdobyty – Radziejowa w Beskidzie Sądeckim. Po co właściwie – szczegóły w tym wpisie. :)

Jeśli chodzi o samo zdobycie – umówmy się, że nie była to najmądrzejsza rzecz, jaką w życiu zrobiłem. :] Całość miała miejsce na firmowym wyjeździe integracyjnym. Zamiast nawalić się jak działo i w sobotni poranek trzeźwieć dostojnie, pognałem w góry. Sam. Większość trasy prowadziła dolinami i żlebami, przez całą wycieczkę telefon mój nie miał zasięgu i gdyby jakaś żmijka czy zwichnięta nóżka, byłoby nieciekawie. Po drugie, musiałem wrócić na konkretną godzinę do Rytra, w efekcie trasę, która według map i znaków zajmuje 8 godzin, zrobiłem w 5, wyszedł marszobieg taki. Na mojej dalszej kondycji na wyjeździe odbiło się to raczej dramatycznie. :)

Sama trasa – rewelacja. Spokój, cisza, piękne góry. Przez całe wyjście spotkałem trzy osoby – drwala i parkę wymiataczy, kiedy już schodziłem. Na szczycie trafiłem na jedną, jedyną tego dnia chmurkę, więc ze zdjęć zasadniczo nici. :] Przy okazji wpadł też jubileuszowy (pięćdziesiąty) keszyk. :)

Całość wypadła bardzo fajnie, pozostaje tylko wyleczyć rany tarte i czaić się na kolejną okazję. :]

Do zrobienia przed śmiercią :)

sobota, Luty 14th, 2009

Zapomniałem chyba we wstępie – na tym blogu nie będę pisał tylko o tym, co zrobiłem. Mam zamiar pisać również o tym, co chcę zrobić. Liczę głównie na efekt mobilizujący,  wynikający z dopingu czytelników i samego faktu, że zamiar został publicznie ogłoszony. :)

Bardzo lubię podróżować, poznawać nowe miejsca, oglądać świat. Problemem jest właśnie mobilizacja – zazwyczaj do każdej wyprawy, bliższej czy dalszej, podchodzę jak pies do jeża, a planowanie ciągnie się latami. Często też nie mam pomysłu, gdzie i po co właściwie by się wyprawić. W takich sytuacjach doskonałe są wszelkie Korony, czyli listy czegoś wyróżniającego się do zdobycia.

W Szkocji mają fajnie, bo mają Munros – listę szczytów przekraczających 3000 stóp, obwarowanych dodatkowymi warunkami. Lista liczy sobie gdzieś pod 300 sztuk, więc jest co łazić, no i do tego zwiedza się Szkocję – jak dla mnie, najwspanialszy kraj świata. :] (O polskim podejściu, nomen omen, do Munros, można poczytać na bardzo fajnym blogu – 3000 stóp).

Polacy nie gęsi, więc mamy swoją Koronę Gór Polski (link poprawiony) – listę najwyższych szczytów wszystkich pasm górskich Polski, z dodatkowym zastrzeżeniem – na każdy ze szczytów prowadzi znakowany szlak turystyczny.

Są też listy nieco mniej ambitne, co nie znaczy, że mniej fajne – jak chociażby geocachingowa Korona Trójmiasta, którą zdobyć kiedyś zamierzam, albo wymyślona niechcący przeze mnie Korona Hiszpańskich Dziewczyn, której zdobyć raczej nie będę miał okazji, ale chętnie uhonoruję zdobywców (szczegóły w komentarzu do tego wpisu).

Najbardziej dla mnie pociągająca z list górskich jest lista najwybitniejszych szczytów Polski, przy czym mianem “wybitności” określa się tu Minimalną Deniwelację Względną. (W dużym skrócie – MDW to wysokość bezwzględna od przełęczy dzielącej szczyt od najbliższego wyższego szczytu, w praktyce góry “wybitne” to zazwyczaj ten najbardziej “wystające” z otoczenia, nie koniecznie najwyższe). Miłą cechą tej listy jest też to, że niewiele w niej szczytów w Tatrach – górach, do których osoby z moją kondycją i tuszą raczej nie powinny się zbliżać. :) Póki co, dwa z czterech szczytów w Tatrach są turystycznie niedostępne, ale zanim przełażę resztę z listy, może otworzą. Tak, zamierzam zdobyć wszystkie szczyty z listy, o ile oczywiście życia mi starczy. :] Żeby nie było za łatwo, zaczynam od teraz, więc szczyty zdobyte przed powzięciem postanowienia się nie liczą (aż dwa, Śnieżka i Trzy Korony).

Do zobaczenia na szlaku. :)


Social Slider